Osoba, która otrzymuje fałszywy wynik na koronawirusa pomimo, że jest zakażona nieświadomie zaraża innych, co powoduje większą transmisję epidemii. Dlaczego test pokazuje wynik negatywny?
Na rynku dostępne są 3 rodzaje testów. Tym najczęściej wykonywanym jest test molekularny metodą RT-PCR. Robiony jest on na podstawie wymazu pobieranego z nosogardzieli. Nie jest to przyjemny proces, jednak wyniki testu znane są już po kilkunastu godzinach.
Drugim testem jest test antygenowy. Czas oczekiwania na wynik jest o wiele krótszy od poprzedniego testu, jednak czułość jest znacznie niższa. Wykrycie infekcji zależne jest od tego, czy test został wykonany w odpowiednim momencie.
Trzeci test, zwany serologicznym, to taki, który można wykonać by sprawdzić obecność przeciwciał anty-SARS-CoV-2. Test ten nie potwierdza ani nie wyklucza zakażenia.
Może się zdarzyć, że test będzie fałszywie pozytywny, przez co zdrowa osoba niepotrzebnie uwięziona zostaje w domu z całą resztą rodziny. Test może wyjść także fałszywie negatywny, a chora osoba nieświadomie zaraża wtedy innych.
"To nowy wirus i wiele testów zostało dopuszczonych do użytku tylko warunkowo – nie posiadają pełnej dokumentacji w zakresie walidacji i kwalifikacji, tj. ich przydatności do oceny klinicznej pacjentów"- tłumaczy dr med. Marek Jutel, prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej, Kierownik Katedry i Zakładu Immunologi Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
"W przypadku testów na SARS-CoV-2 tzw. molekularnych, oceniających obecność materiału genetycznego wirusa, czułość wynosi od 60 do 80 proc. Oznacza to, że test jest negatywny u 20 – 40 proc. osób zainfekowanych. Testy na obecność antygenów wirusa wykazują 50 proc. czułość, czyli są ujemne u połowy testowanych pacjentów zainfekowanych wirusem" – wyjaśnia prof. Jutel.
